• Wpisów:368
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:41
  • Licznik odwiedzin:231 303 / 3998 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


Więcej na http://www.facebook.com/photo.php?fbid=508452182528867&;set=a.173204616053627.34380.118451248195631&type=1
 

 
  • awatar aleksandrajestem: zapraszam, gdybyś miała ochotę na sesję http://run-on-heels.blogspot.com/
  • awatar Gość: Zapraszam do siebie, organizuję swój pinger'owy sklepik. Może wpadnie Ci coś w oko? :)
  • awatar birdy: łał, jestem pod dużym wrażeniem Twojej osoby i Twojego bloga!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
  • awatar ZwariowanaKari1357: Super! Gratulacje.
  • awatar Rayo: Powinnam już wcześniej Ci tutaj napisać DZIĘKI, bo w bardzo dużym stopniu Twoja osoba zmotywowała i zachęciła mnie do biegania:)
  • awatar Schudnę: @BlogKaIIsi: polubienie biegania zajęło mi 3 tygodnie. Po prostu podeszłam do tego w ten sposób - robie to dla siebie i to jest dobre i sprawia mi przyjemność a nie jest męczące. I tak to poszło, choć motywacją było tylko schudnięcie. Potem to już tych motywacji doszło ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Dziękuję za tak duże zainteresowanie moją osobą i tym co u mnie. Chyba jednak troszkę się o mnie martwiłyście
Nie umarłam, wystarczy kliknąć na buta po lewej stronie, by wiedzieć co się u mnie dzieje.

Już kiedyś pisałam, że opuszczam pingera.
 

 
Kurde no, nie mam na nic czasu, aktualnie przebywam w Warszawie, jak wrócę to się odezwę. (A tyle chciałam powiedzieć o przeżyciach pomaratońskich).
  • awatar Jak Modelka: żyjesz?
  • awatar Gość: @' aka Barbiette: anorektyczce sie nie przetlumaczy, i tak wie swoje...
  • awatar CupsGirls: :d nom własnie czekamy na ta relacje :D zajebisty avatar :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Relacja tu:
http://www.biegaczka.com.pl/wordpress/2010/09/jak-to-jest/

Znalazłam właśnie w sieci wideo z mojego finiszu i nawet słychać krótki wywiadzik (tu: http://www.fotomaraton.pl/eventvideo.php?Lang=PL&;Event=MWA10&ToFind=&PartNumb=6003&CompType=42&Spot=4 ), którego udzieliłam
- Pani Sylwio, jest Pani nam w stanie cokolwiek powiedzieć? Jak się biegło?
- Jestem strasznie zmęczona.

A co ja mogłam innego powiedzieć po przebiegnięciu ponad 42 km 195 m.??
  • awatar CupsGirls: :D: gratulacje ::DD
  • awatar STYLIZACJA RZĘS I PAZNOKCI Agata Romejko: Życzę Ci wytrwałości :)
  • awatar Gość: grtulacje!!!! też zaczęłam trenować, to co tu piszesz też m.in. mnie do tego zmotywowało. No a ten dowód na Twoją siłę w ogóle jest supermotywujący!:D pozdrawiam!:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Spędziłam z Nią prawie osiem, cudownych lat.
Cztery ostatnie miesiące byłam z Nią w domu przez praktycznie całe dni, opiekowałam się bo była już schorowana, bezradna i bardzo tego potrzebowała. Przez ostatnie dwa tygodnie, z każdym dniem była coraz dalej ode mnie.

14.09.2010 pozwoliłam odejść Jej szybciej niż chciała natura, ale zabrałam ból będący codziennością i cierpienie spoglądające z tych kochających, wpatrzonych we mnie z uwielbieniem oczu.
I choć wiem, że to była słuszna decyzja, że ludzi, którzy stracili najlepszego, czworonożnego psiego przyjaciela jest tysiące - w żaden sposób nie łagodzi to żalu i bólu, który czuję po stracie mojej Kochanej Stokrotki.

Śpij piesku, śpij...
już odpocząć trzeba,
Może będziesz miał
swój kawałek nieba,
Może będzie tam
piękniej niż tu teraz,
Może spotkasz tych,
których tu już nie ma...

Śnij, piesku śnij...
w snach jest zawsze pięknie
Ciepły dom, miejsca dość
na twe wierne serce.
Przyjdzie czas spotkać się,
potarmosić uszy,
lub razem na spacer
znowu gdzieś wyruszyć.
Lecz dziś sobie śnij
a czas łzy osuszy...


14.09.2010 r. o godz. 8:40 pękło mi z żalu serce
--------------
Aktualizacja www zawieszona do odwołania.
  • awatar ZwariowanaKari1357: To smutne, współczuję.
  • awatar Schudnę: @nuunaa ;P: że też taka tępa cipa jeszcze po świecie łazi.
  • awatar Gość: przed wczoraj zmarła moja babcia a wy użalacie się nad jakimś kundlem. w jakim to ja kurwa świecie żyję....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Byłam rano na siłowni. Po tym metabolicznym specyfiku dostałam naprawdę porządnego kopa. Ale tylko do ćwiczeń. 40 minut biegu na bieżni, dość intensywnego naprawdę mnie zadziwiło. Jeszcze bardziej zadziwiło mnie to, że te 40 minut jakoś mnie nie zmęczyło i gdyby nie to, że czas mnie naglił - musiałam wreszcie udać się do pracy - biegłabym kolejne 40. Ogółem na siłowni spaliłam 700 kcal. Dużo? Dużo.

Dieta natomiast była małopożywna, niestety, za to dość kaloryczna.
I Śniadanie: Jogurt o smaku wiśniowym,
II Śniadanie 3 szklanki soku pomidorowego i grapefruit (po tych ćwiczeniach nagle spadł mi potas, czy co?)
Obiad: Talerz musli "Granola" z mlekiem,
Kolacja: 2 batoniki musli 90 kcal.
Oczywiście to musli 'Granola' tak mi zasmakowało, że je jeszcze podjadałam w ciągu dnia. To coś ma 430 kcal w 100 gramach, ja tego dziś zjadłam z 200 gram, więc strzeliłam sobie prawdziwą bombę kaloryczną.
No ale cóż - jutro też idę z rana pobiegać, poćwiczyć i poprawić sobie kondycję

W niedzielę pomiary i waga. Ostatnio lekceważę nieco wielkość zjadanych przeze mnie posiłków, obawiam się zatem, że efektu z poprzedniego tygodnia nie powtórzę
  • awatar Gość: Sportowe spalacze tluszczy (fatburnery) pomaga tylko spalic niepotrzebne kalorie (glownie wypalac tluszcz i wode). Jednak wraz z wypalaniem wody traci sie mineraly, dlatego razem z tego typu suplementami radzilbym wziekszyc porcje witamin, lub kupic tabletki (lub bardziej polecane saszetki). Jezeli chodzisz rano na silownie, powinnas ustawic diete tak, by wlasnie rano dostarczac najbardziej energetyczne i kaloryczne posilki. Powodzenia!
  • awatar grzesznica: Ciekawa jestem jak (i czy) działają te wszelkie spalacze tłuszczu, też miałam na to ochotę kiedyś, ale z braku kasy nie kupiłam. Może jak tobie się sprawdzi to też się skuszę. Swój pamiętnik odchudzania prowadzę na http://diety.wp.pl/index.php/mid/49/fid/341/diety/odchudzanie/du_id/728686 Jeśli masz ochotę zajrzeć to zapraszam i życzę powodzenia. Ja się złamałam wczoraj i dziś troszkę, ale nie rezygnuję.Walczę dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzień dwunasty, w biegu.

Nawet na notkę cudem wykrzesałam czas.

Dziś było fitnesowo. I głodno
  • awatar Obrabiacz Tyłków: Witam. Dziś notka o seksie (a właściwie jego braku) w młodym małżeństwie. Zapraszam do dyskusji :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jedenastego dnia ciąg dalszy.

Zjadłam dziś:
I Śniadanie: Duży jogurt wiśniowy,
II Śniadanie: Grapefriut czerwony,
Obiad: Zupa brokułowa i szklanka pitnego jogurtu (powiedzmy, że to podwieczorek )
Kolacja: Trudno nazwać kolacją loda śmietankowego w polewie czekoladowej, ale zjadłam właśnie to.

Jakoś nie mam wyrzutów sumienia specjalnie z powodu tego loda. Jutro o 70 zawitam do Sportery i powiem jedno: bieżnia jest MOJA!
W klubie regulamin jasno określa, że z crosstrainerów, bieżni i steperków można korzystać 20 min. maksymalnie w godzinach 170 - 210. Wczoraj byłam świadkiem, jak jeden miły kolo prosił laskę przez 40 min. by zeszła z bieżni, bo on też chce pobiegać a regulamin jasno mówi o 20 minutach... Odpowiedziała mu, że nie zejdzie bo ma tak ustawiony trening! No jasny gwint. Nie należę do cierpliwych osób i myślę co bym zrobiła w takiej sytuacji. Podejrzewam, że poprostu wyłączyłabym jej bieżnię. Ciekawe co by wtedy zrobiła, poszła się poskarżyć? Albo strzeliła rybkę? Tupet niektórych ludzi nie zna granic. Dlatego, żeby darować sobie utarczki wybieram się na siłownię rano.
Kupiłam sobie też dziś odtwarzacz MP3, specjalnie na siłownię, z opaską na ramię Leciutki, malutki, idealny do biegania Szkoda tylko, że zapłaciłam za niego kartą kredytową, na której zadłużenie zrobiło się już trzycyfrowe...
 

 
- pielę chwasty. Czyli złe nawyki żywieniowe Właśnie mam ogromną ochotę na Liona. Do automatu z tym cudem dzieli mnie 10 metrów i walczę ze sobą by do niego nie powędrować... Ale przyciąga jak magnes...

Zalogowałam się właśnie i przetarłam oczy ze zdumienia - what the fuck?
Ktoś zmienił mi motto? Przecież nie podawałam nikomu mojego hasła do bloga, ba, nawet namiarów nań, jest całkiem anonimowy...

Motto poprawione, hasło zmienione, ale...
 

 
Dekada minęła. Jedna porażka zaliczona, ale też i sukces.
Jednak - nie mam się co oszukiwać - jestem stworzeniem słodyczolubnym i czekoladokochającym. Nie uniknę mojej chęci na coś słodkiego, potrafię sobie ograniczać ilość czekoladek i batoników, stać się mniejszym łasuchem, ale nie jestem w stanie wyeliminować słodkości zupełnie z jadłospisu. Potrafię za to zupełnie wyeliminować smażone, nie tęsknię za frytkami, naleśnikami czy kotletami.
Tego batonika odchorowywałam psychicznie, ale teraz myślę, po co?? Czy nie lepiej pójść na siłownię i pobiegać 20 minut dłużej? dodać sobie dodatkową serię brzuszków, ćwiczeń na pośladki i uda? I chociaż mieć ten komfort psychiczny, że chwila mojej słabości, czy też potrzeba mojego organizmu mnie nie przygnębia?

Najgorsze, co może być dla mnie w odchudzaniu to jedzenie z poczuciem winy. Tego, za wszelką cenę - nawet codziennego lania potu na siłowni - chcę uniknąć.

Dlatego byłam dziś i straciłam tam 600 kcal.
Jutro też idę i nie przeszkodzi mi w tym nawet paznokieć tenisisty, który jest dość bolesnym i brzydkim skutkiem biegania.

A jedzenie dziś było w takim składzie:
I Śniadanie: sałatka z czerwonej fasoli, sałaty zielonej, świeżego ogórka, pomidora i kukurydzy,
II Śniadanie: jogurt waniliowy z musli
Obiad: nie miałam czasu i nie zjadłam niestety.
Za to z głodu wypiłam 750 ml soku marchwiowego i 330g jogurtu pitnego o smaku truskawki. Plus litr wody mineralnej i dwie herbaty.

Nie mogę się doczekać, kiedy w sklepach będą rzodkiewki, truskawki i śliwki. I arbuzy.

Dostałam od ukochanego prezent! Kupił mi dzisiaj Clen Burexin - specyfik w tabletkach dla kulturystów i osób na diecie oraz sportowców, stymulujący spalanie tkanki tłuszczowej oraz dodający energii Faktycznie, miałam 'powera' na bieżni.
Kurczę, jak miło z jego strony
 

 
Nie wytrzymałam, zjadłam dziś KitKata...
Nie wytrzymałam, nie wytrzymałam...


I co z tego, że dbałam cały dzień o dietę? Że ekscytowałam się jutrzejszą wizytą w Sporterze?
Jeszcze gorsze jest to, że nie pobiegam jutro prawdopodobnie bo mam pod paznokciami stóp gigantyczne bolące pęcherze!
Mam bardzo słabą wolę, porażka w 9 dniu...
Jak dotrwam do tych 150?...

I Śniadanie: Jogurt naturalny z musli,
II Śniadanie Jogurt owocowy o smaku malin,
Obiad: Zupa brokułowo - groszkowa z bułką sojową z ziarnami,
Kolacja: Grapefruit i ten nieszczęsny KitKat...
  • awatar Mu$tAnG: fajn blog
  • awatar Gość: jestes lasuchem tak jak ja.nawet teraz siedze z tabliczka czekolady wtedy lepiej przychodzi pisanie
  • awatar Schudnę: Zrobiło i to jest w tym wszystkim najgorsze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I nic tu nie dodam, bo nie mam ani głębokiego przemyślenia, ani rymu

Dziś rano oczywiście dwie i pół godziny porządnych ćwiczeń na siłowni. Licznik na samej bieżni poinformował mnie, że pozbyłam się 500 kcal.
Posiłkowy spowiednik wygląda następująco:
I Śniadanie: Sałatka z pomidora, ogórka, sałaty lodowej oraz sera białego,
II Śniadanie: Mały jogurt wiśniowy,
Obiad: Kanapka typu Yem z tuńczykiem, sałatą, kukurydzą, groszkiem zielonym, marchewką i cebulą oraz dressingiem czosnkowym (zjedzona bez wyrzutów sumienia),
Kolacja: Kawałeczek gotowanej piersi z kurczaka.

Wypiłam 2 herbay i litr wody mineralnej.

Nadszedł dziś czas podsumowania odchudzaniowego.
Ósmy dzień prawie za mną, 142 dni przede mną.

W ciągu tych ośmiu dni zmieniłam nawyki żywieniowe. Nie jem już słodyczy, dotychczas codziennie jadłam jakieś ciastko, batona albo coś czekoladowego. Byłam trzy razy na siłowni, ćwicząc naprawdę solidnie i intensywnie. Pozbyłam się nawyku podjadania a także jedzenia po godzinie 180, co do tej pory było moim stałym rytuałem.
Czuję się bardzo dobrze, nie mdleję, nie wypadają mi włosy i nie mam zaburzeń łaknienia. Za to po siłowni jestem bardzo głodna, ale staram się zagłuszyć głód wodą mineralną.
A teraz cyferki i obrazki:
Waga: 67 kg
Wymiary:
Biust: 92 cm
Talia: 71.5 cm > 0.5 cm mniej
Biodra: 98.5 cm > 0.5 cm mniej
Udo: 55.5 cm. > 0.5 cm mniej.

Reasumując: SĄ ZMIANY!
Straciłam po pół centymetra w talii, udach i biodrach. Wynika, że straciłam także 3 kilogramy wagi, ale to nie jest do końca tak. Ważyłam się w markecie, stojąc w ubraniu i zimowej kurtce. Następnego dnia gdy kupiłam wagę pokazała ona 68, w Sporterze na treningu wydolnościowym również waga wykazała 68 kg. Należy więc przyjąć, że mam kilogram mniej, bo waga wyjściowa wynosiła 68

I oczywiście poniżej zobrazowanie mojego ciała po tygodniowych wyrzeczeniach i prac nad własnymi słabościami.
Czy są jakiekolwiek, widoczne zmiany?
  • awatar fantastyczna: trzymaj się! muszę napisać coś o Twoich zdjęciach - wizualnie jest OK, nie widać tych 70kg, zero celulitu(zazdroszczę). oprócz siłowni polecam tai bo - rewelacja na figurę (połączenie aerobiku z boksem- super).
  • awatar Gość: gratulacje tak trzymaj ja tez sie odchudzalam nie tak dawno,moje codzienne menu to byla woda niegazowana marchewki,mandarynki no i oczywiscie moje ulubione ANANAS swiezy w ciagu 2 msc stracilam 25 kg to byla radosc z ubran nr 56-58 pasowaly 40-42 ludzie mnie nie poznawali na ulicy nawet nie wiesz jaka bylam szczesliwa bo juz tamtego ciala dobijajacego 100 kg nie moglam zniesc ale mordega i wyrzeczenia sie oplacaly najgorzej bylo mi odstawic slodycze z reszta do dzis nie moge przejsc kolo nich obojetnie dzis jem wszystko na co mam ochote ale z umiarem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzień 7 - ciąg dalszy.

Moje żywieniowe wyliczanko - spowiadanki wyglądają następująco:
I Śniadanie: Sałatka z sera białego, sałaty lodowej, pomidora, świeżego ogórka i świeżych pieczarek,
II Śniadanie: Mały jogurt jagodowy plus musli,
Obiad: Kurczak w warzywach i sosie pomidorowym,
Kolacja: Koktajl sojowy o smaku wanilii.

Z tym kurczakiem to jest tak, że nie mogę już na niego patrzeć. I w ogóle nie mogę patrzeć na mieszankę kurczakowo - warzywną. Dziś, gdy po raz siódmy jadłam kurczaka rosło mi w ustach. Dla jakiejkolwiek zmiany smaku zrobiłam sos pomidorowy, ale nie spełnił swojej funkcji. Zostało mi tego rzygowicznego szajsu jeszcze na dwa obiady, ale chyba go zaserwuję jutro psu. I rozmyślam, co by jutro sobie sprawić dobrego, zdrowego i niskokalorycznego, może zupę brokułową?
Mój osobisty sukces, który udało mi się wypracować w ciągu siedmiu dni - nie podjadam! Wyrobiłam sobie swoisty odruch Pawłowa - w chwili gdy jestem głodna patrzę na zegarek. Jeśli wskazówka jest na właściwej cyfrze jem, jeśli nie, piję dużo wody mineralnej lub sok.
Jednak są też mankamenty tego wszystkiego. Ja, imprezowiczka cotygodniowa, popijająca w każdą sobotę piwo ze znajomymi lub sącząca drinki w klubie - dziś nie baluję. Postna sobota, coś takiego. Jeśli gdziekolwiek się dziś wybiorę to będę popijać mineralną z cytryną, choć to mało prawdopodobne, bo jutro punkt 9 jestem w sporterze i męczę bieżnię.
No i ten chleb. Gdy tylko przygotowuję sobie jedzenie myślę o pieczywie; nawet nie o chlebie w jego czystej, chlebowej postaci, ale o czymś 'ciastowym'. Zachcianki mam niczym kobieta w ciąży, rano miałam ochotę na chrupiącą kajzerkę z masłem i ogórkiem, potem na pizzę a teraz na bułkę a'la Yem.

Czytałam jeszcze raz moją wczorajszą notkę i dochodzę do wniosku, że nie powinnam chyba nic pisać pod wpływem zmęczenia. Pomiary i ważenie robię co niedzielę, więc nie wiem z jakiej racji planowałam je na dziś?

Mimo to nie wytrzymałam. Weszłam dziś na wagę i coś się zadziało jednak z moim ciałem...
 

 
A może dążenia do perfekcji?

Tak, czy siak, w dniu naszego święta życzę wszystkim perfekcyjnym, mniej perfekcyjnym i w ogóle nieperfekcyjnym kobietom zadowolenia z siebie i akceptacji własnego ciała. Czyli tego, czego mnie brak.

Buszując godzinami po internecie znalazłam wreszcie zdjęcie obrazujące to, do czego dążę.
Oto mój cel, moje marzenie, mój motor napędowy:
  • awatar LaVieEnRose: to też mój ideał!;-)
  • awatar Gość: a nie za chuda ta pani na obrazku? gdzie ona ma biodra? ale: de gustibus non disputandum est:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wróciłam ze Sportery. Padam. Nie mam siły absolutnie na nic. Ani na książkę, ani na internet, ani na sex nawet.
Tę notkę ledwo piszę.
Jem jogurt. O tej porze nie powinnam już nic jeść, ale aż w brzuchu mi burczy.
Mokre od potu ciuchy czekają w torbie na łaskawe wrzucenie ich do pralki, ale nawet na to nie mam siły.
Dziś postanowiłam podkręcić sobie tempo i wymagania wobec samej siebie. Zamiast 6 km/h na bieżni (przy takiej prędkości się idzie normalnym krokiem, bądź szybkim jak ktoś jest liliputem) biegłam truchtem 9 km/h. Przez 35 minut. Oprócz tego zafundowałam sobie 20 minutową rozgrzewkę na cross trainerze, podkręciłam także śrubkę w ćwiczeniu mięśni pośladków, brzucha i ud. Jestem równie jak John Coffey z "Zielonej mili' zmęczona.
Planowałam, że jutro też pójdę na Sporterę, za to oni zaplanowali jakieś atrakcje dla kobiet z okazji 8 marca. Obawiam się, że będzie cała masa bab, nie lubię tłoku.

Zobaczymy, co to jutro będzie. Wiem jedno - jutro będę się ważyć i mierzyć. I oczywiście ilustrować efekty o ile w ogóle jakieś są.